31 stycznia 2014

Dwudziesty pierwszy

Przepraszam.
~*~


Stałam pośrodku pustkowia. Przede mną rozrastał się ogromny las, a za mną było pole. Ale nie taki pole ze zbożem czy coś, nie. To pole było wyschnięte, jakby spalone i jedyne co na nim się znajdowało to ziemia, suchy piasek.
Jak się tu znalazłam? Kilka minut temu, wysadziła - wręcz wypchnęła - mnie tu Samantha aka blond włosa zdzira, po czym odjechała, a samochód znikał za oparami dymu, który powstał w wyniku tego z jaką prędkością jechał samochód.
Z lekko rozchylonymi wargami i rozszerzonymi oczami, rozglądałam się dookoła z niedowierzaniem. To nie możliwe, - powtarzałam sobie w myślach - to musi być jakaś pokręcona komedia, głupi żart. Tak, na pewno tak.
Spojrzałam na białą kopertę, którą dziewczyna dała mi do ręki w chwili wysadzenia mnie na tym pustkowiu. Obróciłam ją kilka razy w palcach przed otworzeniem jej.
"Znów mam ten zaszczyt, by napisać do tak cudownej osoby jak ty.
Zapewne jesteś troszeczkę przestraszona. Co ja gadam? Pewnie drżysz
z przerażenia. Mam rację?
Tak kutasie masz pieprzoną rację - pomyślałam -
Do rzeczy kochanie. Zastanawiasz się zapewne dlaczego wywiozłem Cię
na to zadupie. Ależ to jest bardzo proste. Z czystej nudy.
Ostatnio w moim życiu mało co się dzieje. Więc dlaczego tego nie zmienić?
Skoro mam pod ręką taką fantastyczną osóbkę jak ty, która by uratować
swojego kuzynka zrobi wszystko o co poproszę.
Ta jakże świetna zabawa, będzie polegała na tym byś zmierzyła się
ze swoim strachem. Z rzeczami które go powodują.
Na trasie, którą będziesz musiała przebyć czeka Cię kilka niespodzianek.
Ale co był by ze mnie za dżentelmen, gdybym nie wynagrodził twoich
starań? Tak więc, gdy to wszystko przetrwasz.
I wykonasz wszystkie zadania czeka Cię wynagrodzenie.
Niespodzianka, będzie godna tych wszystkich starań z Twojej strony.
Wszytko czego będziesz potrzebowała znajduje się kilka metrów przed tobą w blaszanej skrzynce. Kluczyk do niej jest w kopercie.
Życzę powodzenia i miłej zabawy Kochanie.
X."
Boże ten facet postradał zmysły? Panicznie złapałam się za głowę, upuszczając to co trzymałam w dłoniach. Będę jego sposobem na nudę? Ludzka krzywda aż tak bardzo go cieszy? Boże pieprzony psychopata.
Wzięłam głęboki oddech i wypuściłam powoli powietrze. Przykucnęłam, wyjmując z koperty mały kluczyk. Rozejrzałam się w poszukiwaniu, metalowego czegoś, co miał on na myśli. Miał racje skrzynka znajdowała się centralnie przede mną jakieś 3 metry. Podniosłam się z kolan i ruszyłam w jej kierunku, nie tracąc czasu.
Po woli otworzyłam  coś - co w moim mniemaniu wyglądało jak pancerny sejf - z obawą co w nim znajdę. Za wierzchu znajdowała się kolejna biała koperta,a pod nią coś czarnego owiniętego piankową folią. Powoli odwinęłam folią, a moim oczom ukazał się mały pistolet RAD kalibru 9 mm. Zaczęłam go powoli oglądać. W magazynku znajdowało się 15 naboi, zaryglowanie według systemu Browing, posiada on zintegrowaną szynę Picatinny wg MIL-STD 1913, umożliwiającą podpinanie laserowego wskaźnika celu lub oświetlenia taktycznego. No nieźle, godne podziwu. W zawiniętej folii znajdował się także składany nóż.
Nie żeby coś, ale po cholerę mi to wszystko? Po co mi broń, przecież.. O nie nie nie, co on dla mnie szykuje?
Roztrzęsiona rozejrzałam się w około czując jak moje dłonie zaczynają się trząść, a z nich wypada mi nóż. Pośpiesznie wróciłam wzrokiem na to co wyjęłam z sejfu i wzięłam białą kopertę. Ze środka wyjęłam małą karteczkę.
"Wejdź do lasu i kieruj się na wschód wypatrując kolejnych wskazówek.
Nie zbaczaj z drogi i lepiej nie zamykaj oczu kochanie.
Miłej zabawy,
X."
Broń i nóż schowałam do kieszeni bluzy, po czym podnosząc się z kolan i ruszyłam w stronę lasu. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie więc zacisnęłam dłonie w pięści, mówiąc sobie, że to nic takiego.
Zaczęły oblewać mnie zimne poty kiedy weszłam do lasu. Miałam wrażenie, że minęło już dobrych kilka godzin, lecz zapewne moje odczucia są mylne i minęło zaledwie parę minut. Ugh, co może być bardziej wkurzającego, od chodzenia po jakimś lesie? A no tak bardziej wkurzające jest to że ktoś ma z tego ubaw.
Moje dłonie były poranione od ciągłego odpychania gałęzi drzew, by nie poranić sobie twarzy. Były to jedynie draśnięcia ale bolały jak cholera. Rozglądałam się dookoła i dalej przedzierałam się przez drzewa. Ten las jakby nie miał końca.
Przystanęłam na chwile słysząc czyjś ruch. Obejrzałam się powoli za siebie. W oddali mogłam dostrzec ruszające się gałęzie porastające liśćmi i mchem. Dostrzegłam pożółkłe oczy i owłosiony pysk. O mój boże.
Pisnęłam przeraźliwie i z powrotem odwracając się zaczęłam biec ile sił w nogach. Mój oddech był przyspieszony. Mogłam usłyszeć szybkie bicie swojego serca. Patyki łamały się pod naporem moich stóp które ciężko i szybko stąpały po ziemi. Ani na chwile nie odwróciłam się za siebie.  Ręce zasłaniały twarz mimo iż zaczęły już krwawić. Czułam się okropnie. Byłam już wyczerpana, lecz nie przestawałam biec, spragniona.
Wytężyłam swój słuch. Kiedy do moich uszu nie dotarły już żadne dźwięki, zwolniłam lecz na wszelki wypadek nadal poruszałam się truchtem. W końcu przystanęłam i oparłam się plecami o pień drzewa. Starałam się brać głębokie wdechy i powoli wydychać powietrze z moich płuc. Moje rozkołatane serce zaczęło znajdywać swój stały rytm, oddech także już nie był przyspieszony.
Boże to był wilk. Przerażające wielkie wilczysko. Jedna z rzeczy na mojej liście których boje się najbardziej. On nie żartował, mówiąc że spotkają mnie rzeczy których się boje. Ale nie przewidywałam, że posunie się do tego, by sprowadzić na mnie wilka. Psychopata.
Byłam już strasznie spragniona i zmęczona. Słońce miało się już ku zachodowi, gdyż przez korony drzew dostawało się tu coraz mniej promieni słonecznych. Zjechałam plecami w dół po pniu i przetarłam twarz dłońmi. Następnie spojrzałam na nie. Ich zewnętrzna strona, była cała w podłużnych ranach. Krew na szczęście już zaschła, lecz było jej tyle, że pobrudziła rękawy bluzy, które swoją drogą w niektórych miejscach także były porwane. Nie mając innego wyjścia, nabrałam w usta śliny i splunęłam najpierw na jedną, a potem na drugą dłoń i przetarłam je skrawkiem bluzy, by zdezynfekować rany i choć trochę przeczyścić brudne od czerwonej mazi ręce.
Podciągnęłam nogi pod samą brodę i kładąc na nich ręce oparłam o nie czoło. Oczy same zaczęły mi się zamykać i po chwili odpłynęłam do krainy morfeusza.
*następnego dnia*
Obudziło mnie ćwierkanie ptaków. Przetarłam zaspane oczy, przeciągnęłam się i ziewnęłam. Zamrugałam kilka razy by obraz który widzę się wyostrzył. Poczułam przeraźliwy ból dłoni i nóg. W ustach czułam straszną suchość. Bolał mnie kark od niewygodnej pozycji snu. A w głowie szumiało mi tak przeraźliwie, jakbym wczoraj wpiła co najmniej litr mocnego alkoholu, a każdy nawet najmniejszy odgłos był strasznie wkurzający.
Podpierając się rękoma o pień drzewa podniosłam się z pozycji siedzącej. Przykładając swoją lodowatą dłoń do ciepłego czoła rozglądałam się dookoła. Przemknęło mi przez myśl, że nie możliwe jest bym przeżyła następną godzinę bez dostępu do wody, gdyż żaden organizm nie potrafi funkcjonować bez nawadniania go.
Kiedy stanęłam na własnych nogach i oparłam na nie cały ciężar swojego ciała, przez moją lewą nogę przeszło nagłe uczucie bólu, tak silne że przed oczami pojawiły mi się mroczki i musiałam ponownie oprzeć się o pień rosnącego nieopodal drzewa. Kiedy już mogłam normalnie widzieć, spojrzałam w dół oglądając swoją lewą łydkę. Mogłam zauważyć, że przez całą jej długość przechodzi dość pokaźna szrama, a ze względu na to że nadal czułam ból w kostce, stwierdziłam, że jest ona na pewno zwichnięta. Cofnąć to co powiedziałam. Miałam nadzieje, że jest TYLKO zwichnięta.
Nie miałam innego wyjścia jak ruszyć w dalszą drogę kulejąc dość pokaźnie. Bolało jak cholera. Było mi strasznie gorąco, gdyż temperatura na pewno przekraczała 30 stopni. Przystając na moment ściągnęłam przez głowę bluzę i przewiązałam sobie jej rękawy przez biodra.
Potężne uczucie bólu przeszyło ponownie moją nogę, gdy ruszyłam w dalszą drogę. Przez co zacisnęłam zęby na wewnętrznej stronie policzka. Powstrzymując łzy zbierające się w moich oczach. Czując metaliczny posmak w ustach, uwolniłam skórę.
Jakieś 3 metry przede mną zauważyłam drogę. Tak, czarną asfaltową drogę, która dzieliła las na dwie części. Jedyne czego chciałam to dojść tam z nadzieją, że wcześniej nie padne i poczekać na pomoc.
Usta miałam spierzchnięte, a przed oczami ponownie zaczęły pojawiać się mroczki, lecz nie przerwałam marszu. Moje ciało było wycieńczone i odwodnione, co można było zauważyć gołym okiem. Nogi już odmawiały mi posłuszeństwa. Miałam już wszystkiego dość. Nie tylko nogi, lecz każda część ciała jakby mnie nie słuchała.
Zostało mi jakieś pół metra do mojego celu. Kiedy przez moje ciało przeszedł dreszcz zanim straciłam kontakt z rzeczywistością.
*OCZAMI JUSTINA*
Czy Diego jest normalny? - to pierwsza myśl jaka przeszła przez moją głowę, gdy Samantha powiedziała mi o jego planie względem Mii. - Ten człowiek postradał zmysły.
Szedłem wzdłuż ciemnego korytarza w stronę podziemnego parkingu. Otworzyłem metalowe drzwi i wszedłem do zbyt mocno oświetlonego pomieszczenia, gdyż moje oczy aż zaczęły szczypać od jasności jaka panowała w tym pomieszczeniu. Podszedłem do czarnego range rover'a.

Przekręcając kluczyk w stacyjce, odpaliłem samochód i wyjechałem nim na otwartą przestrzeń. W gips'ie wstukałem dane miejsca w które chciałem się udać i ruszyłem wyznaczoną trasą. W samochodzie panowała cisza, a ja sam biłem się ze swoimi myślami. Frustrujące.
Jak on mógł wywieźć ją do jakiegoś pieprzonego lasu. Do tego nie wiadomo do czego jest zdolny i co jej grozi. To znaczy wiem do czego jest zdolny i to mnie właśnie przeraża najbardziej. Psychiczny dupek. Nie żebym był bez winy, bo to przeze mnie przechodzi przez to wszystko. Ugh!
Jechałem żwirową drogą w stronę miejsca, które podała mi Samatha. Podobno miałem się tam udać, by zobaczyć całe to - jej zdaniem - świetne przedstawienie. Zaczyna mnie wkurzać jej zachowanie. Ale trzeba jej przyznać ma śliczną buźkę, seksowne ciałko i dobrze się ją pieprzy.
Elektroniczne urządzenie wskazywało, że do mojego celu zostało jedynie 5 metrów. Więc zgodnie ze wskazówkami skręciłem w prawo, a moim oczom ukazał się mały drewniany budynek. Zapewne, tam siedzi ekipa Diego, bo wątpię, żeby sam osobiście tu przyjechał. Ma od tego przecież ludzi. On sam pewnie siedzi na jakiejś wyspie w ciepłych krajach i popija sobie drinka z palemką, jednocześnie relaksując się i nadzorując to wszystko.
Zaparkowałem przed drewnianym budynkiem. Wysiadając z auta głośno zatrzasnął za sobą jego drzwi wyładowując choć część swojej złości. Następnie podchodząc do domu, naparłem ciężarem prawej ręki na klamkę, a drzwi otworzyły się, bym mógł wejść do środka. W środku było ciemno, rolety na oknach były zasłonięte, a wszystkie światła zgaszone. Jedyne światło dawały komputery. Wchodząc wgłąb domu, zauważyłem że żarówka świeci się w jednym z pokoi. Idąc w tamtą stronę zastanawiałem się, kogo tam zastanę. Ciekawe ile osób ściągnął do tego przedsięwzięcia. Tak, ciekawe.
Wchodząc do pomieszczenia, które okazało się kuchnią, zauważyłem że wszyscy siedzą przy kuchennej wysepce z marmuru, a aromat świeżo zaparzonej kawy unosił się w powietrzu. Widząc znajome twarze jeden z kącików moich ust uniósł się ku górze. Christian, Kimberly, Paul, Matthew, Brad, Joel, Cameron. Niestety była tam też osoba, której miałem nadzieje, że tu nie będzie, a mianowicie Josh - pieprzony - Titlo. No i oczywiście Sam. Wszyscy śmiali się i głośno rozmawiali. Lecz kiedy wszedłem przez próg pomieszczenia, wszystko ucichło, a oczy zebranych tu osób skierowały się na mnie. Pierwsza podbiegła do mnie Kim, otaczając mnie przyjacielskim uściskiem i całując w policzek. Wykonałem męski uścisk z Chris'em, Cameron'em i Matt'rm, a reszcie chłopaków przybiłem piątki. Posłałem Titlo zabójcze spojrzenie i uśmiechnąłem się do Sam kiwając przy tym głową i puszczając jej oczko.
-Stary dobrze cię widzieć. - mogłem usłyszeć zadowolony głos Brad'a
-Tak świetnie, że tu jesteś. - dołączyła się do niego Kimberly, a reszta zgodnie pokiwała głowami uśmiechając się.
Czułem na sobie wzrok Josh'a, który przyglądał mi się z cwanym uśmieszkiem, ale z jego oczu buchały gniewne pioruny.
-Chodźmy do pracy. - słysząc jego wkurzający głos, aż się skrzywiłem.
Przez następną godzinę patrzyłem na to jak ponownie włączają i ustawiają sprzęt, odpowiednia głośność, kąt kamer i inne pierdoły. Na każdym ekranie widniała postać Amandy z różnych perspektyw. Przytłaczające. Widziałem, że była zagubiona, przestraszona, ale także wściekła i zdeterminowana. Na początku jedynie szła przez las i nic szczególnego się nie działo. Po pół godzinie Joel dostał telefon od Diego i klikając kilka przycisków na klawiaturze, najwidoczniej wykonał jego zadanie. Mogliśmy dostrzec jak Mia zatrzymuje się na chwilę i odwraca za siebie, można było zobaczyć jak jej źrenice się rozszerzają. Następnie ponownie odwróciła się i zaczęła biec przed siebie zasłaniając twarz dłońmi przed klującymi gałęziami. Nie wiedząc co się stało przeleciałem wzrokiem pozostałe monitory i ujrzałem go. Potężny wilk pędził za Mią. A więc tego chciał Diego, żeby nasłali na nią jednego ze zwierząt, którego ona panicznie się boi. Sukinsyn.
Widać było, że jest wyczerpana po biegu. Zapadał zmrok, a ona siedziała pod jednym z drzew z zakrwawionymi dłońmi. Zrobiło mi się jej cholernie żal, a frustracja wypełniła moje ciało. Wybiegłem z domu, zdobywając zdezorientowane spojrzenia. Jak burza wpadłem do samochodu i zawracając ruszyłem w drogę. Tak wiem jestem głupi i lekkomyślny, ale muszę ją znaleźć, muszę ją z tego wyciągnąć.
Jeździłem przez całą noc, nie zmrużyłem oka. Aż w końcu natknąłem się na asfaltową drogę przecinająca las na pół i postanowiłem nią pojechać. Coś mówiło mi, że właśnie tam ją znajdę. Zaczynało już świtać, a ta droga nadal nie miała końca. Jechałem bardzo wolno, rozglądając się co chwilę.
Była już 9, a ja nadal jej szukam.
Naglę coś przykuło moją uwagę. Gwałtownie wcisnąłem hamulec i wsiadłem z auta biegnąc w stronę tego co zobaczyłem. Leżała,pozbawiona jakby życia. Sprawdziłem jej puls i odetchnąłem gdy spokojnie go wyczułem. Przerzuciłem ją sobie przez ramię i zaniosłem do samochodu. Ułożyłem na tylnych siedzeniach, a następnie sam usiadłem na miejscu kierowcy, ruszając w dalszą drogę. Nie mam pojęcia gdzie pojadę. Ale muszę to zrobić. Musze zacząć działać. Musze pokazać, że jestem mężczyzną.
*OCZAMI MII*
O dziwo było mi strasznie wygodnie. Czyżbym była w niebie? Otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się senni. Mogłam stwierdzić, że byłam w samochodzie, a dokładniej, na jego tylnych siedzeniach. Jak się tu znalazłam? Spojrzałam na osobą prowadzącą auto.
-Justin? - po samochodzie rozszedł się mój zachrypły i słaby głos.
Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Justina we wstecznym lusterku.

~*~
Tak w końcu doczekaliście się rozdziału. Straszliwie was przepraszam, że nie dodałam go na święta. Ale tak jak pisałam na asku, między innymi ze względu na swoje prywatne sprawy/problemy nie dodałam go w tamtym okresie. A zapewne nie chcecie słuchać o tym, więc. 
Ale tak jak mówiłam dodałam go JESZCZE w tym miesiącu (wow 2 minuty przed północą i 1 lutym, brawo dla mnie haha). Miałam teraz ferie, więc miałam czas na dokończenie i dopracowanie tego rozdziału.
Jeszcze raz przepraszam i dziękuje, że jesteście ze mną!
Dziękuje za ponad 3300 wejść xo
Kocham was z całego serduszka!

Zapisujcie się do listy informowanych.
Przeczytałeś? Skomentuj! To wiele dla mnie znaczy, a tobie zajmuje krótką chwilę.

a poza tym teledysk Justina do "Confident"
ASXSWERHBNKPLKJUYGVCDF
też tak uważacie? 
Podryw na chrupki? Only Justin!

Wasza Dominika

18 komentarzy:

  1. WOW! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że rozdział w końcu się pojawił. Jet naprawdę świetny. Jestem pod wrażeniem. Po prostu uwielbiam to opowiadanie i już nie mogę doczekać się następnego rozdziału.
    Za każdym razem jak widzę, że dodałaś nowy rozdział strasznie się cieszę, ale też smucę, bo wiem, że do kolejnego jeszcze daleko ;c
    Mam nadzieję, że dodasz szybko - w miarę możliwości.
    I ♥ You

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę, że się podoba! Ja wiem, że nawalam z tym dodawaniem rozdziałów, ale postaram się poprawić. Kocham twoje komentarze i całą ciebie! Dziękuje xo

      Usuń
  2. aww justin bohater *_* zapraszam do mnie na ff -) nowe-opowiadanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Czekam na nn *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku ciesze sie, ze sie podoba!
      Kocham Was wszystkich <3

      Usuń
  4. jest ganialnie! !dziękuję, że przesłałaś mi link ;)bardzo wciąga.;)na początku prawie się nie rozpłakałam..życie Mii..jej choroba..przyjeciel..rodzice;/to takie smutne ;((nie wiem jak ja bym postąpiła z Justinem...jego zachowanie jest dla mnie troszkę dziwnę..ale może w końcu się opanuje i wykąbinuje coś, żeby wszyscy byli bezpieczni i szczęśliwi;)Szczerze to współczuje mu tego wszystkiego;( Wszystkie rozdziały czytałam na jednym wdechu..na prawdę;))mega wykurwiste jest te ff!!!;)współczuję Mii;(ale jestem dobrej myśli;D
    z niecierpliwością czekam na nowy rozdział;)
    pozdrawiam i życzę weny @Best_faan_ever

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojejku dziękuje za miłe słowa i za twoją opinię :) myślę, że już niedługo wszystko zacznie się układać, ale na pewno komplikacje tak szybko się nie skończą haha
      Kocham, Dominika xo

      Usuń
  5. Genialny blog !!! KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM . Dziękuję że poinformowałas mnie na tt i proszę informuj mnie dalej / @peaceonpluton

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziekuje z to, ze chcesz zostac tu na dluzej xo haha kocham!

      Usuń
  6. omg. to jest świetne! jfdkljgldjf;lskghe omg, twoje opowidanie jest genialneee *O*
    nie mogę sie doczekać nn ;)
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku jejku jejku dziekuje! I ogromnie sie ciesze, ze ci sie podoba xo

      Usuń
  7. Super! Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział <3



    Zapraszam !
    Dziewczyna poznaje chłopaka, który chce jej pomóc.
    Czy bezinteresownie i czy mówi prawde ?
    http://love-the-way-you-lie-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń