8 grudnia 2013

Dwudziesty

Blogger się w końcu nade mną ulitował, dzięki ci Boże!
Czytasz? Skomentuj proszę xo
~*~
Poczułam straszną suchość w ustach, okropny ból głowy i nie czułam swoich dłoni. Próbowałam otworzyć moje oczy, lecz coś blokowało moje powieki. Nerwowo poruszyłam rękoma i nogami, które miałam unieruchomione. Chciałam krzyczeć aby ktoś zwrócił na mnie uwagę, lecz z mojej krtani nie wydobył się żaden dźwięk. Nie potrafiłam racjonalnie myśleć.
Przez moją głowę przeleciało wszystko to co zdarzyło się wczoraj. Wszystkie te okropne rzeczy, które robili Chazowi. Pamiętam, że się wyrywałam muskularnemu facetowi, który mnie trzymał. Pamiętam Justina, który niewzruszony stał w rogu pomieszczenia. Pamiętam moje krzyki. Pamiętam seksowną blondynkę, która nie robiła sobie nic z łez cieknących po moich policzkach. Lecz - huh - nie pamiętam nic więcej. Mój obraz się urwał. Moja świadomość wygasła. Wszystko prysło. Przerosło mnie.
Z moich oczu zaczęły wypływać łzy, które wsiąkały w materiał którym były związane. Czułam wilgoć w tym pomieszczeniu, a posadzka na której leżałam była straszliwie zimna. Czułam się tak jakbym to był najgorszy koszmar, lecz była jedna różnica, ze strasznego snu można się w końcu obudzić.
Po upływie kilku - dla mnie to trwało godziny - sekund, usłyszałam skrzypnięcie po mojej prawej stronie, a przez materiał na moich oczach zaczęło przenikać światło, choć tylko lekko, ale zawsze coś. Czułam kroki, ze względu na to że podłoga zaczęła się trząść wraz z nimi.
Ktoś zapewne kucnął przy mnie, a następnie poczułam jak postać delikatnie głaszcze moje włosy. Następnie rozwiązała mi więzy na nadgarstkach - do których prawdę mówiąc nie dopływała już krew -  i wyswobodziła także moje nogi. Mogłam poczuć jak unosi lekko moją głowę nie chcąc mnie uszkodzić i rozwiązuje chustkę. Światło wpadające do pomieszczenia z korytarza oślepiło mnie, więc musiałam kilkakrotnie mrugnąć powiekami, by przyzwyczaić się do jasności. Rozmazany obraz zaczął się wyostrzać i mogłam zobaczyć kim była ta tajemnicza osoba.
No jasne Bieber aka Bezduszny Dupek, bo kogo innego mogłam się spodziewać. Zwęziłam na niego oczy, po czym podniosłam się do pozycji siedzącej opierając się o ścianę, podkurczając nogi i oplatając je ramionami.
Moje spojrzenie było puste, a oczu skierowane na przestań znajdującą się za Justinem.
Mogłam usłyszeć ciche westchnięcie, wydobywające się z ust bruneta.
-Przywiozłem ci kilka moich rzeczy żebyś mogła się przebrać i jakieś stare trampki mojej mamy, bo z tego co wiem macie taki sam rozmiar.
Ja jedynie skinęłam głową nadal na niego nie patrząc. Justin ponownie westchną i położył czarną sportową torbę obok mnie po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi. Po chwili mogłam usłyszeć przekręcanie zamka w drzwiach i oddalające się kroki.
Powoli rozpięłam zamek błyskawiczny torby i wyjęłam z niej rzeczy. Położyłam je obok siebie i złapałam za krańce mojej koszulki powoli ją ściągając, następnie rozpięłam spodenki i opierając się o ścianę podniosłam lekko tyłek i zsunęłam je. Ostatecznie zdjęłam buty i wszystko starannie składając schowałam do czarnej torby. Założyłam zadurzą koszulkę, koszykarskie spodenki i wsunęłam na stopy trampki zawiązując sznurówki. Z ręki zsunęłam gumkę i zawiązałam nią włosy w kitkę. Ostatecznie włożyłam na swoje zmarznięte ramiona bluzę i zapięłam torbę.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, a dzięki żarówce zwisającej z sufitu nie ogarniała mnie całkowita ciemność. Ściany miały kolor zgniłej zieleni, panele na podłodze były z ciemnego drewna. Po mojej lewej stronie leżał materac a na nim leżał szary, gruby koc. Pokój był stosunkowo mały. Zastanawiało mnie jedynie to, że skoro niedaleko mnie znajdował się wygodny - bynajmniej tak wyglądał - materac, to dlaczego ja leżałam na tej cholernie zimnej podłodze.
Na czworaka "podeszłam"  do niego i powoli przytrzymując się ściany wstałam. Moją głowę ogarnęła fala bólu, a pomieszczenie zaczęło wirować. Zacisnęłam mocno oczy i wzięłam kilka głębokich wdechów. Otworzyłam oczy i położyłam się na materacu od razu naciągając na siebie koc. Zwinęłam się pod nim w kłębek i zaczęłam trząść się z zimna. Łzy ponownie zaczęły cieknąć po moich policzkach, zaszlochałam cicho zaciskając zęby na dolnej wardze, aż poczułam metaliczny posmak, więc uwolniłam ją.
~*~
Boże jaki ze mnie idiota. Pociągnęłam za końcówki swoich włosów. Idiota pierdolony idiota. Co ja zrobiłam? Ale ale ja nie mogłem nic, nie mogłem tego przerwać. Coś za coś. Albo ranią Chaza i Amande, albo moją rodzinę. Nie mogłem inaczej. Sami zrozumcie moje serce ściskało się na sam widok Mii, płaczącej, krzyczącej, wyrywającej się. Na widok Chaza, którego torturowali, jego przekrwione i załzawione oczy. Huh, ale nie nie mogłem nic, nic nie mogłem. W co ja się wpakowałem. Idiota.
Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi i śmiech słyszalny za nimi. Przetarłem twarz dłońmi i mruknąłem coś niezrozumianego. Drzwi do pomieszczenia w którym się znajdowałem otworzyły się z raniącym uszy skrzypnięciem. Do środka weszła Samantha i Rocky.
-No Bieber twoja dziewczynka odegrała wczoraj niezłe przedstawienie. - zaśmiała się blondynka - Jedź do domu i przywieź jej jakieś wygodne rzeczy, czekają na nią jeszcze inne niespodzianki. - powiedziała już poważnie, po czym dodała już bardziej do siebie, ale tak bym mógł to usłyszeć - Niedługo.
-Jasne nie ma sprawy. - musiałem grać, musiałem grać obojętnego. Tak było najlepiej.
-Rocky pojedzie z tobą.
-Po co? Przecież znam drogę do własnego domu.
-Tak znasz, ale musicie w drodze powrotnej coś załatwić. On wszystko ci wyjaśni.
Westchnąłem i pokiwałem ze zrozumieniem głową.
-Oczywiście.
Merdith i ja byliśmy już w drodze. Między nami można było wyczuć napięcie. Cisze przerywała jedynie muzyka wydobywająca się z radia.
-No dalej gadaj, co mam potem zrobić? - warknąłem na niego, wiedząc że się mnie boi.
-Um .. - za jąkał się - No wiesz musimy rozprawić się z jednym gościem, norma.
-Z kim dokładnie? - zapytałem dociekliwe, spoglądając przelotnie na niego spod byka.
-Jakiś Christian Rodrigez. - odpowiedział beznamiętnie z pogardą w głosie.
Moje oczy się rozszerzyły, a noga gwałtownie wcisnęła hamulec. Spojrzałem na niego.
-Nie wiesz kim jest Christian Rodrigez? Nie powiedzieli ci prawda?
-Um, nie. A czy to jest ważne? Zgarniemy go i tyle.
Zaśmiałem się.
-Zgarniemy i tyle? - naśladowałem jego lekko piskliwy głos.
Spojrzał na mnie dziwnie, jakbym był jakiś chory psychicznie.
-Christian Rodrigez jeden z najniebezpieczniejszych gości na Florydzie. Tak zwany biznesmen. Każdy się go boi. Nie ma skrupułów, nie posiada sumienia. Każdy czuje przed nim respekt. Gangster jakich mało. Pracowników rządowych ma owiniętych w okół palca. To nie są przelewki.
Merditha rozszerzył swoje zielone oczy.
-Aale jajak to? - ponownie zaczął się jąkać.
-Normalnie? - zapytałem go retorycznie - Ale nie ważne, będziesz musiał sam sobie z nim poradzić, bo ja swoich rąk nim brudzić nie będę, plus chce jeszcze trochę pożyć.
Nie czekając na jego odpowiedź przekręciłem kluczyć w stacyjce i ruszyłem ponownie.
W moim domu panowała cisza. Zapewne ze względu na wczesną godzinę mama z Jazzy jeszcze spały, tym lepiej dla mnie. Pokonałem schody wchodząc co drugi schodek i po chwili znalazłem się w swoim pokoju. Wziąłem jakieś spodnie dresowe, białą koszulkę oraz bluzę i poszedłem pod prysznic.
Po 15 minutach wyszedłem z łazienki odświeżony i ubrany. Z szafy wyjąłem jakaś czarną torbę treningową parę spodenek koszykarskich, podkoszulek i bluzę. Spakowałem wszystko i zapiąłem zamek błyskawiczny zszedłem na dół. Włożyłem na stopy czarno białe supry i biorąc z szafki stare trampki mamy wyszedłem z domu zarzucając torbę na ramię.
Rzeczy wrzuciłem na tylne siedzenie samochodu i zakładając okulary przeciwsłoneczne usiadłem na miejscu kierowcy.
-To co mam cię zawieźć do Chrisa?
-Ninie, jedź zawieźć Amandzie te rzeczy.
-Jasne. - mówiąc to nachyliłem się i wyjąłem ze skrytki paczkę papierosów i zapalniczkę. Odpaliłem jednego wrzucając opakowanie na swoje miejsce. Zaciągnąłem się głęboko i wpuściłem dym, a kąciki moich ust uniosły się do góry.
Po upływie jakiś 20 minut byliśmy na miejscu. Weszliśmy do budynku i zeszliśmy po schodach. Od razu skierowałem się do pomieszczenia w którym znajdowała się Mia. Przekręciłem kluczyć w zamku i napierając na klamkę otworzyłem drzwi. W rogu pomieszczenia na podłodze mogłem dostrzec, małą, kruchą bezbronną istotkę o czarnych włosach i zmęczonej twarzy. Podszedłem do niej i przykucnąłem. Dotknąłem dłonią lekko jej włosów po czym rozwiązałem więzy na jej nadgarstkach i nogach. Następnie delikatnie podniosłem jej głowę i rozwiązałem chustkę którą miała zawiązane oczy. Podniosła się do pozycji siedzącej opierając się plecami o ścianę. Podciągnęła kolana pod brodę i objęła rękoma nogi. Patrzyła w przestrzeń za mną, a jej spojrzenie było puste. Widziałem, ze jej oczy były przekrwione i podkrążone. A to wszystko było moją pieprzoną winą.
Rzuciłem torbę obok niej.
-Przywiozłem ci kilka moich rzeczy żebyś mogła się przebrać i jakieś stare trampki mojej mamy, bo z tego co wiem macie taki sam rozmiar. - powiedziałem cicho lecz pewnie, ale mój głos lekko zadrżał. Miałem nadzieje, ze tego nie wyczuła.
Skinęła jedynie głową nadal na mnie nie patrząc. Odwróciłem się więc i wyszedłem. Zamknąłem za sobą drzwi i odszedłem kilka kroków.
Złapałem palcami końcówki moich włosów i mocno pociągnąłem. Krzyknąłem sfrustrowany uderzając pięścią w ścianę. Moje knykcie pokryła czerwona ciecz. Byłem bezradny.
Skierowałem się do mojego "pokoju". Zamknąłem za sobą drzwi. Oparłem się o nie i zjechałem w dół. Podciągnąłem kolana pod brodę i położyłem na nich czoło. Zacząłem szlochać. Tak zaczałęm szlochać z bezsilności, z tego jaki ja jestem głupi, jaki jestem słaby, beznadziejny. Jestem ewidentnie dupkiem i to ja powinienem zginać za to aby moja rodzina mogła żyć, a nie Amanda i Chaz, których czeka śmierć jeśli niczego nie wykombinuje. Albo oni albo moja rodzina. Jebane warunki.
~*~
Obudziły mnie kroki, które słyszałam za drzwiami. Po chwili mogłam usłyszeć skrzypnięcie, a powiew zimnego powietrza i smuga światła dostały się do pomieszczenia. Do moich uszu dotarło także stukanie obcasów o drewnianą podłogę. Moje ramię zostało szarpnięte, lecz z mniejszą siłą niż się spodziewałam. Moje oczy odnalazły drobną postać z blond włosami. Samatha. Wysyczałam w myślach.
-No już wstawaj księżniczko, przygotowaliśmy dla ciebie nowe atrakcje. - do moich uszu dobiegł jej piskliwy i denerwujący głos.
Mruknęłam z niezadowoleniem i podniosła się stając obok dziewczyny. Ta złapała mnie za przedramię i wbiła swoje paznokcie w materiał bluzy którą miałam na sobie, pchając mnie do przodu.
-Ruszaj się, nie mamy całego pieprzonego dnia. - warknęłam złowrogo.
Już bo się ciebie boje, dziwko. Przeszło przez moje myśli.
Ruszyłam w stronę drzwi i po chwili wyszłam na korytarz. Blond włosa dziwka kazała mi kilkakrotnie skręcić w prawo. Kiedy pokonałyśmy ostatni zakręt moim oczom ukazały się mosiężne metalowe drzwi wyglądające na kuloodporne. Blondyna wpisała kod, na ekranie znajdującym się po lewej stronie, a drzwi się otworzyły. W pomieszczeniu znajdowało się kilkanaście samochodów, wyglądających na bardzo drogie. Zaczynając na terenówkach, a kończąc na wozach sportowych. Wsiadłyśmy do ciemno czerwonego jeepa. Drzwi przed nami otworzyły się, a moim oczom ukazała się polana, którą widziałam wczoraj, gdy przyjechaliśmy tu z Justinem. Właśnie.
-Gdzie jest Bieber? - zadałam nurtujące mnie pytanie.
Samantha położyła palec wskazujący na brodzie udając, że myśli, a z jej ust wydobyło się przeciągłe "hm".
-Czeka na Ciebie na miejscu, nie martw się nikt nie chce przegapić przedstawienia, które dzisiaj odegrasz, kotku. - odpowiedziała mi, a parsknięcie wydobyło się z jej ust. - Oj będzie się działo. Będzie. - mruknęła bardziej do siebie niż do mnie, a na jej ustach pojawił się szyderczy uśmieszek i po chwili wyjechałyśmy z pomieszczenia ruszając w droge.
~*~ 
Cóż kochani mam nadzieje, że rozdział wam się spodoba. Wiem nie jest długi, ale mam nadzieje, ze będziecie z niego zadowoleni. Z powodu, że długo nie mogłam go dodać, bo blogger ze mną nie współpracował, to dużo razy go dopracowywałam, więc mam nadzieje, że docenicie moją pracę.
Za wszelkie błędy przepraszam, nie da się nigdy wszystkiego wyłapać.
Mam nadzieje, że skomentujecie.
Zapisujcie się do informowanych.
Mogę wam jedynie powiedzieć, że w następnym dużo będzie się dziać i ze względu na to, że nie dodałam go w listopadzie, to pojawi się jeszcze w grudniu.
Przypominam o nowym zwiastunie wykonanym przez Olcie, dziękuje ci słoneczko :*
Przypominam o moim asku i twitterze :)

Kocham was Dominika

7 komentarzy:

  1. Mam tyle do powiedzenia, że aż nie wiem od czego zacząć. Pewnie i tak połowy rzeczy nie napiszę xD
    Rozdział po prostu cudowny, nieziemski - uwielbiam Twoje opowiadanie i to się chyba nigdy nie zmieni.
    Akcja coraz bardziej się zagęszcza i jest coraz bardziej interesująca. Strasznie jestem ciekawa co będzie dalej! Chyba umrę z ciekawości!
    Z twoim opowiadaniem to jest tak, czytam je i chcę czytać (pochłaniać) szybciej bo jestem ciekawa każdego kolejnego zdania, ale z drugiej strony chcę czytać wolniej, żeby na jak najdłużej odlecieć do innego świata i dłużej przebywać razem z Mią i Justinem.
    Widzisz co ty ze mną robisz?! Jesteś okropna! Ale i tak Cię kocham ;*
    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w końcu się ten rozdział pojawił. Jestem podekscytowana jak małe dziecko czekające na Mikołaja.
    Mam do ciebie też prośbę. Możesz mi zrobić mały prezent na święta i dodać do końca grudnia? Proszę... O.O Byłam grzeczna XD
    W sumie to będę czekać na ten rozdział miesiąc, a nawet dwa.
    Rozpisałam się, ale co tam :)
    KC ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku kocham Cie <3
      Dziekuje, ze ze mna jestes, ze mnie wspierasz i w ogole! Ty tak sie rozpisalas, a mi brak slow co napisac :c
      Postaram sie i dodam :* no bo skoro bylas grzeczna :P

      Usuń
  2. Uwielbiam to opowiadanie <3
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  4. (...odległa przyszłość...)
    Zapewne wasze wyobrażenia o przyszłości wyglądały mniej więcej tak:
    każdy człowiek posiada latający samochód, hotele w przestrzeni międzygwiezdnej, możliwość osiadania na innych planetach...
    Zazdrościliście tym, którzy mieli być kilkaset lat młodsi od was.
    Niestety. WY mieliście więcej szczęścia.
    Chcielibyście mierzyć się na zamkniętej przestrzeni z dwudziestoma czterema innymi osobami z których jedna może ujść z życiem?
    Nie?
    A pomyślcie, że ja byłam do tego zmuszona, bo żyję w "cudownej" przyszłości.
    Mellody Parks

    Jeżeli spodobała ci się zapowiedź serdecznie zapraszam mój na fanfik o "Igrzyskach Śmierci"!
    http://the-hunger-games-parks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń